***
- Bill! - Pisnęłam, gdy rozbawiony blondyn obsypał każdy milimetr mojej twarzy mąką. Nie mogłam mu zostać dłużna, przez co po chwili otrzepywał się z białego pyłu. Oczyściwszy powieki, ujrzał wielki uśmiech, który pojawił się mimowolnie na mojej twarzy i wystawiony po chwili przeze mnie język.
- Nie ładnie tak, Mia! - Podniósł głos, lecz dalej czułam bijącą od niego radość. Chichocząc, ruszyłam za rogówkę, by utrudnić chwycenie mnie. Momentalnie ruszył za mną, a ja wydając z siebie kolejny, króciutki pisk, pobiegłam w kierunku łazienki, jedynie czyiś tors zatamował mi drogę. Czyiś? Logiczne, że Toma!
W końcu z nimi dwoma byłam zmuszona dzielić pokój w hotelu na tą jedną noc. Zaśmiałam się, ujrzawszy rysy mojej twarzy, odbite na jego czarnym podkoszulku.
- Co wy wyrabiacie? - zapytał, gdy ukryłam się za jego plecami, chroniąc swój strój i oczy przed młodszym Kaulitzem. Oczywiście Bill, nie wiele myśląc, wziął zamach i w mgnieniu oka Tom stał się bałwanem. A ja omal nie runęłam ze śmiechu. - Kurwa, Bill!
- Przepraszam, myślałem, że tu stoi Mia, a nie ty!
- Czy ja przypominam Mię?! - Warknął oburzony, wycierając chaotycznie swoje oczy i włosy. W mgnieniu oka, znalazłam się w kuchni, nabierając do ręki dużą ilość brązowego pyłu i wskoczyłam przed młodszego Kaulitza, obsmarowując jego twarz kakao.
- Wykorzystałaś moją nieuwagę. - zaśmiał się. - Podnoszę białą flagę, poddaje się!
***
Wysprzątawszy kuchnię i wysłuchawszy marudzenia bruneta, jak bardzo nie ma ochoty myć teraz włosów i jak bardzo jesteśmy dziecinni, w końcu mogłam w spokoju odpocząć. Tom wyszedł, oburzać się na świeżym powietrzu, a Bill najprawdopodobniej poszedł się odświeżyć.
Usiadłam na parapecie, spoglądając ze spokojem w jasne gwiazdy. Odsapnęłam cicho, szczerząc się sama do siebie. Nie pomyślałabym, że ta cała trasa koncertowa, może być najlepszym co przytrafiło się w moim życiu. Jestem całymi dniami wesoła, cztery mężczyźni, będący chodzącą dawką dobrego humoru!
A zwłaszcza młodszy Kaulitz..
Jeszcze pozostało ponad dwa miesiące w ich towarzystwie. Mam ja tylko nadzieję, że szybko nie zleci!
Kątem oka dostrzegłam poruszający się tułów. Nim zdążyłam się obrócić i upewnić, czy Bill zakończył kąpiel, wytatuowana dłoń podawała mi kubek parującego jeszcze kakao.
- Cóż to, myślałam, że gwiazdy nawet herbaty samemu zrobić nie potrafią! - uśmiechnęłam się drwiąco.
- Mam Ci przypomnieć, jak dziś zrobiłaś ciasto?
- Nie trzeba, nie mam krótkiej pamięci. Ale dziękuję, Billy. - wyszczerzyłam się słodko, dostrzegając lekki rumieniec na jego policzkach. Upiłam łyk, znów badając gwiazdy na niebie. Usiadł naprzeciw mnie, podnosząc wzrok w to samo miejsce, gdzie ja. Pozwoliłam sobie, zilustrować tego mężczyznę. Jego blond włosy były rozczochrane i mokre, świecił gołą klatą. O dziwo, wyrzeźbioną, nie przesadnie, ale jednak. Szary dres wisiał luźno na miednicy, ukazując wręcz idealne "V".
Speszona odwróciłam wzrok w powrotem do okna.
- Zauważyłem, że lubisz to robić. - bąknął, spojrzawszy mi w oczy. Uniosłam jedną brew, niezbyt rozumiejąc, co dokładnie miał na myśli. - Lubisz siedzieć i patrzyć w niebo. Nawet w autokarze to ciągle robisz. Dlaczego?
- Po prostu. - wzruszyłam ramionami, przygryzając dolną wargę. Niestety, Kaulitz nie odrywał ode mnie wzroku, prosząc w ten sposób o dłuższą odpowiedź. Wydałam z siebie słabe westchnięcie. - Jak byłam malutką dziewczynką i moja mama kładła się spać, ja wygrzebywałam się z łóżka, by jedynie popatrzeć na gwiazdy. To taka ucieczka od otaczającego świata, wszystko wtedy znikało..
- Od czego uciekasz tym razem? - wymamrotał. - Ode mnie? Od nas wszystkich?
- Od strachu. - Opuściłam głowę zażenowana, nie mogę kłamać. Nienawidzę kłamać. - Boję się tego jaka jestem.
- A jaka twoim zdaniem jesteś?
- Billy.. nie lubię o sobie mówić..
- To moje ostatnie pytanie, obiecuje. - Uśmiechnął się blado, zza dużego kubka gorącej czekolady. Poprawiłam się, siadając po turecku i opuszczając głowę. - Więc?
- Niedoskonała. - Wyszeptałam z niechęcią. - Jestem w całości niedoskonała.
- Mia.. - Powiedział cicho, układając się tak samo jak ja i zmuszając do podniesienia przeze mnie głowy. - Nie powinnaś tak uważać, każda kobieta jest cudowna. - Wyszczerzył się bardziej, na co ja odpowiedziałam znikomym uśmiechem. Odstawiając na bok kubek, owinęłam się o jego szyję, przytulając delikatnie do jego torsu.
Potrzebuje tego, potrzebuje. Bo jego już nie ma.
***
Czując, że łapie mnie przeziębienie, zostałam w Hotelu, w czasie gdy Kaulitz i reszta wyciskali siódme poty na scenie. Rano tato przyniósł mi leki, dając rozkaz wykurowania. Muszę przyznać, jako, że nigdy się nimi nie interesowałam, są zaskakująco dobrzy. Miałam przeciwne zdanie wyrobione o nich.
Podkuliłam nogi pod brodę, siadając wygodniej na kanapie, otulając puchatym kocem i popijając cieplutką herbatkę owocową. Czuję się dziwnie.. jestem szczęśliwa. Nie pomyślałabym, że potrafię taka być..
- Jak się czujesz? - Zamarłam, słysząc jego barwę głosu. Przesłyszałam się?
Zielonooki szatyn opierał się o framugę drewnianych drzwi, wysyłając w moją stronę promienny uśmiech. Przełknęłam nagle nagromadzoną ślinę, po chwili blado się uśmiechając. On to się nigdy nie zmienia! I zawsze musi nagle mnie zaskakiwać. Luźnym krokiem ruszył w moją stronę, gdy poklepałam miejsce obok mnie.
- Markus.. co ty tu robisz?
- Zapomniałaś, że mogę być wszędzie? Odwiedzam cię.
- Tak tylko.. - usiadł obok, ilustrując mnie swoim przenikliwym wzrokiem. Przez co zmuszona byłam trochę się speszyć. - Jak Carlo?
- Nie wiem, nie widziałaś go?
- Nie.
- Ja też nie. Nie pokazuje się w ogóle.. - westchnął, opadając na kanapę. Ugryzłam dolną wargę, martwiąc się o bruneta. Przecież zawsze dawał o sobie znać..
- Jak to w ogóle się nie pokazuje? Myślałam, że jesteście ciągle obok siebie.
- Jak widać nie. - wzruszył ramionami. Na co ja wyszczerzyłam źrenice do wielkości pięciozłotówek, jak to nie. Jest źle, jest bardzo źle.
- Markus.. żartujesz sobie ze mnie?
- Nie! Mia. Nie widziałem Carlo od tygodni.. myślisz, że dlaczego tu przybyłem? - spojrzał na mnie, marszcząc brwi. Westchnęłam, rozluźniając bardzo napięte mięśnie, gdy po pomieszczeniu rozległ się głos chłopaków. Spojrzałam zaniepokojona na Markusa. Uśmiechnął się do mnie i skinął głową.
***